Kompetencje przyszłości – czy da się je stopniować?

Kompetencje przyszłości – czy da się je stopniować?

Kompetencje przyszłości – słyszał o nich każdy, kto chociaż raz miał do czynienia z tematem współczesnej edukacji. Chwalą się nimi szkoły, mówią o nich pracodawcy, uczelnie wyższe wymieniają je alfabetycznie w programach studiów, a uczniowie… no właśnie. Uczniowie są nim bombardowani z każdej strony, co nie zawsze idzie w parze z realną nauką i nastawieniem na rozwijanie umiejętności, które niezaprzeczalnie kiedyś będą kartą przetargową i mocną zaletą na ścieżce zawodowej i, co ważne, dobrym fundamentem do stabilnej i rozwijającej dorosłości. Nie ma wątpliwości, że za 5-10 lat świat będzie diametralnie różnił się od tego, który znamy dziś. Znikną firmy i profesje, pojawią się nowe szanse, potrzeby i kierunki rozwoju. Co będzie się liczyć? Większość źródeł podaje: sprawne poruszanie się w nowoczesnych technologiach, biegłość w obsłudze specjalistycznych programów i narzędzi, umiejętność implementacji wiedzy teoretycznej do praktycznych rozwiązań, analityczne i krytyczne myślenie, proaktywność, gotowość do ciągłego uczenia się i zdobywania nowych umiejętności. Czy to wystarczy? Co z empatią, rezyliencją i odpornością na stres, zarządzaniem czasem, gotowością do przyjęcia i akceptacji zmian? Gdzie miejsce na twórcze przywództwo, kreowanie nowych sposobów i punktów widzenia, rozumienie i eksplorację różnych perspektyw i inteligencję emocjonalną? Kompetencji przyszłości nie da się stopniować- nie możemy dziś stwierdzić, co będzie najważniejsze i najbardziej potrzebne. Która z umiejętności na pewno przyda się uczniom już na starcie w dorosłość i okaże się niezbędna przy podejmowaniu dalszych kroków, a którą można spokojnie wykształcić w procesie uczenia się i zdobywania doświadczenia. Czy na udane życie będą skazani tylko Ci, którzy z zamkniętymi oczami będą programować i sprawnie przetwarzać i analizować dużą ilość danych?

W tym momencie można się zatrzymać i zastanowić, jaki wpływ na kształtowanie twardych i miękkich kompetencji odpowiadających na konkretne potrzeby przyszłości ma szkoła, gdzie podstawa programowa i wymogi egzaminacyjne wiodą prym priorytetów nauczania. Odpowiem z perspektywy nauczycielki liceum nastawionego na maksymalne wyposażenie skrzynki narzędziowej swoich uczniów (i jestem pewna, że podpisali by się pod tym wszyscy nauczyciele O!MEGA Liceum) – naprawdę spory. W naszej szkole staramy się patrzeć na kompetencje młodych ludzi najszerzej jak to tylko możliwe. Do umiejętności wymienianych w sylabusach przedmiotów można dopisać co najmniej kilka powiązanych z nimi obszarów. Czytanie ze zrozumieniem nie uda się bez bazowej wiedzy o temacie, umiejętności wnioskowania i kondensowania wielu informacji w jeden wniosek. Rozwiązywanie skomplikowanych działań matematycznych będzie o wiele łatwiejsze, gdy głowa pozostanie otwarta na różne sposoby podejścia do zadania i nastawienia na cel. Umiejętności z kategorii „ścisłych” od zawsze wymagały wsparcia od (najczęściej pomijanych w szkole średniej) kompetencji miękkich.  Oczywiście, że można być świetnym programistą i osiągnąć sukces w swojej dziedzinie bez rozwijania umiejętności przywódczych i elastyczności. Da się fantastycznie integrować sztuczną inteligencję z potrzebami użytkowników Internetu i nie skupiać się na rozwijaniu odporności i tolerancji na stres. W każdej branży znajdzie się miejsce dla tych, którzy są absolutnymi prekursorami w swojej dziedzinie, bez wymogu posiadania bagażu złożonego z wachlarza umiejętności z różnych obszarów. Oferta licealna w Poznaniu jest obszerna- bez problemu można wyróżnić wiele miejsc, w których nacisk na jeden konkretny obszar przynosi świetne rezultaty, a uczniowie osiągają ogromne sukcesy naukowe na szczeblach krajowych i międzynarodowych. Jednak O!MEGA Liceum od początku jest szkołą, która bardziej niż na celu, skupia się na drodze. Zdaję sobie sprawę, że to zdanie brzmi jak motto motywacyjne coacha z wątpliwych zakątków Internetu, dlatego w dalszej części wpisu postaram się wyjaśnić, jak to na Przełajowej 5 wygląda w praktyce.

W O!MEGA Liceum bardziej niż na geniuszach (chociaż nie mamy nic przeciwko!) zależy nam na ludziach, którzy odnajdą się w każdym środowisku i sytuacji. Odchodząc od powszechnie rozumianej definicji „pięknego umysłu” chcemy kierować się w stronę pięknie otwartych umysłów. Opierając się na raporcie World Economic Forum (Future of jobs, 10.2020) warto wyróżnić umiejętności i obszary, które już dziś spędzają polskim pracodawcom sen z powiek- wymagają angażowania dużych zasobów finansowych i czasowych.

Źródło: Future of jobs 2020; Poland (str. 97)

Jak łatwo zaobserwować, na najwyższych pozycjach znalazły się kompetencje z obszaru miękkich- często pomijanych w procesie kształcenia. Przez długie lata o odporności na stres, kreatywności i umiejętności uczenia się mówiło się z pobłażaniem błędnie zakładając, że to zdolności, z którymi albo się rodzisz, albo musisz pogodzić się z ich brakiem. Pokolenia uczniów opuszczały budynki szkół w etykietą „umysł ścisły”, „humanista”, „społecznik”. W O!MEGA Liceum uczniowie nie mają lekko. Umysł ścisły nie zwalnia z dyskusji o języku i kulturze inkluzywnej, treningów empatii i zajęć kształtujących wrażliwość społeczną czy kreatywność. Humaniści nie mogą liczyć na fory podczas laboratoriów z chemii i biologii, a pasjonaci jednej konkretnej dziedziny są codziennie popychani do wyjścia ze strefy swoich zainteresowań i rozejrzenia się dookoła. Wspólnym mianownikiem jest nastawienie do nauki w liceum i do nauki w ogóle. Staramy się, by nauka w szkole średniej nie kojarzyła się tylko z maturą chuchającą w kark. Zajęcia z języka polskiego, historii, fizyki czy study skills planowane są w taki sposób, by w możliwie jak najszerszy sposób zahaczać o różne dziedziny i obszary, budować powiązania, ukazywać sens i potrzebę otwarcia się na inne perspektywy.

Przepytywani na potrzeby raportu pracodawcy wskazywali na wysoki poziom wykształcenia swoich pracowników, który nie do końca idzie w parze z realnymi możliwościami odnalezienia się i sprawnego funkcjonowania we współczesnych branżach. Podczas edukacji formalnej wciąż za mały nacisk kładziony jest na zdolności zarządzania swoim kalendarzem i możliwościami, efektywne rozkładanie zadań w perspektywie czasu, delegowanie i rozdzielanie obowiązków między członkami zespołów projektowych. Współcześni pracownicy mają problem z dzieleniem się wiedzą i możliwościami, rozwijaniem swojej charyzmy i umiejętności liderskich, a rozwiązywanie problemów i komunikacja nie przychodzą im z łatwością. Kreatywność, otwartość i elastyczność to wciąż rozległe obszary do wytężonej pracy. Zatrudniający postawieni przed takim stanem rzeczy mają do wyboru szkolenia i wewnętrzne programy edukacyjne, zlecanie zadań podwykonawcom lub freelancerom lub szukanie specjalistów z wymaganym zestawem cech, co poniekąd zmusi obecnych uczniów szkół średnich do nieustannego wzbogacania i poszerzania swojego zasobu kompetencji.  Poniższy rysunek idealnie obrazuje, że nie ma już uniwersalnego, zawsze działającego zestawu cech. Branże, a wraz z nimi charakterystyczne dla nich umiejętności, przenikają się i krzyżują w prawie wszystkich obszarach i gałęziach biznesu.  

Źródło: WEF, Future of jobs 2020

Podsumowując- przy tak dynamicznie zmieniającym się rynku i możliwościach rozwoju nie jesteśmy w stanie zaprojektować i ustalić działającego na 100% koszyka umiejętności, cech i kompetencji, które zapewnią naszym uczniom pewny sukces. Możemy być jedynie bacznymi obserwatorami i analizować zmieniające się realia w taki sposób, by wyposażyć O!MEGA Licealistów w możliwie jak najobszerniejszy wachlarz postaw, kompetencji i zaszczepić w nich chęć do ciągłej nauki i poszerzania swoich horyzontów. Skupiając się na rozwoju społecznym, wrażliwości, empatii i zwracaniu uwagi na wielowymiarowość zjawisk i wydarzeń chcemy widzieć absolwentów, którzy nigdy nie stracą chęci do zadawania pytań i poszukiwania odpowiedzi.

 

Marta Leoniuk

 

Zdjęcie w nagłówku William Iven z Unsplash

Matura i… co dalej?

Matura i… co dalej?

19 lat, świadectwo dojrzałości w ręku i całe życie przed sobą… Brzmi jak piękny scenariusz? Niekoniecznie. To od kilku decyzji, które trzeba podjąć zaraz po odebraniu wyników egzaminów maturalnych, będzie zależeć kilka najbliższych lat absolwenta liceum. Kiedy wyniki maturalne okażą się zgodne z oczekiwaniami i pozwolą na pewne miejsce na wymarzonym kierunku, sprawa nie wydaje się być aż tak skomplikowana. Gorzej jednak, jeśli procenty z napisanego egzaminu dojrzałości nie osiągną progów wymaganych na wybranych kierunkach. Co dalej? Czy spełnianie oczekiwań rodziny, wzorowanie się na koleżankach i kolegach z klasy i wybieranie „przetrwalnikowego” kierunku, by móc w kolejnym podejściu poprawić maturę to dobry wybór? Czy wymarzony kierunek studiów jest gwarantem wymarzonej ścieżki kariery? Czy studia w 2021 roku to droga, która zawsze musi być brana pod uwagę?

Współczynnik skolaryzacji na poziomie wyższym w Polsce od lat plasuje nasz kraj w czołówce krajów OECD. Studiujemy na potęgę, w zdecydowanej większości wybierając publiczne uczelnie i studia stacjonarne. Na co warto zwrócić szczególną uwagę to fakt, jak popyt na studiowanie kształtował się na przestrzeni lat (wykres poniżej).

Poczynając od lat dziewięćdziesiątych (czyli żywiołowego rozkwitu gospodarki i transformacji) ogólna liczba studentów rosła w błyskawicznym tempie. Do studiowania bez wątpienia zachęcały pojawiające się nowe perspektywy. Rozwijające się polskie przedsiębiorstwa i zagraniczni inwestorzy szukali dobrze wykształconych, znających języki młodych specjalistów. Postawały nowe branże i stanowiska – tytuł magistra był paszportem do większego miasta, pracy biurowej, dogodnych godzin wykonywania swoich obowiązków, stabilizacji. Stanowił poniekąd przepustkę do pięknej wizji „zachodniego życia” dla wszystkich, którzy do tej pory nie mieli do tego dostępu. Kariera w korporacji fascynowała, była celem trudów i starań, jawiła się w jaskrawych brawach. Angielska nazwa stanowiska na wizytówce była spełnieniem marzeń i celem niejednego studenta. Co zatem spowodowało zahamowanie zainteresowania polskimi uczelniami w latach 2007/2008 i przerwanie tendencji wzrostowej? Liczba studentów w Polsce od tego czasu spada konsekwentnie rok do roku.

Jednego z powodów warto doszukiwać się w ułatwieniach dotyczących relokacji i zatrudnienia. To czas europejskich emigracji zarobkowych i kuszących, intratnych ofert pracy płynących z krajów docelowych. Młodzi ludzie przeprowadzali prostą matematykę: jeśli magister studiów wyższych przez pierwsze lata swojej kariery zarabia tyle, ile wynosi tygodniowa pensja w Wielkiej Brytanii, Niemczech, Irlandii czy Holandii– studia się po prostu nie opłacają. Polski rynek pracy również nie zachęcał do kontynuowania nauki po okresie obowiązkowej edukacji: absolwenci najbardziej obleganych kierunków studiów napotykali ogromne trudności ze znalezieniem pracy w swoim zawodzie, niejednokrotnie kończąc na stanowiskach niezwiązanych z wykształceniem lub szukając ratunku w branżach, w których tytuł magistra wcale nie był potrzebny.

Kolejnym aspektem, którego nie należy ignorować, była zmiana mentalności pracodawców i pracowników, tych którzy zatrudniają i tych, którzy pracy szukają. Oprócz tytułów i kierunków, w CV zaczęły mieć znaczenie realne umiejętności i kompetencje, które pozwalały się na rynku wyróżnić. Coraz więcej branż opierało się na usługach, rozkwitała gałąź technologiczna, a do gry wkraczały nowoczesne modele biznesowe zaczerpnięte ze Stanów Zjednoczonych. Fundusze Unijne otwierały nowe drzwi dla ludzi poszukujących nowych kwalifikacji i tych, którzy wybierali działanie- startując z własnym biznesem. Obok dyplomu na znaczeniu zyskiwały języki obce, umiejętność obsługi programów, doświadczenie i kwalifikacje zdobyte podczas dotychczasowej drogi zawodowej. Uczelnie państwowe prześcigały się w ofertach nowych kierunków, jak grzyby po deszczu powstawały szkoły niepubliczne, kusząc możliwościami zdobywania doświadczenia już podczas nauki, współprace zawiązywane między firmami a uczelniami stały się codziennością. Po latach, w których sam dyplom i tytuł był wyróżnikiem na rynku pracy, nadszedł czas wzrostu znaczenia realnych kompetencji. Okazało się, że obok teorii i niezbędnej dawki wiedzy książkowej, ważne jest rozwijanie obszarów związanych z komunikacją, myśleniem analitycznym, wnioskowaniem, umiejętnością przełożenia teorii na praktykę.

Obecnie sprawa komplikuje się jeszcze bardziej. Nie ma prostej i jednoznacznej odpowiedzi, czy tytuł licencjata/magistra ma znaczenie, który kierunek studiów jest gwarantem konkurencyjności na rynku pracy, opanowanie ile języków obcych będzie gwarancją sukcesu. Jedno jest pewne: wykształcenie wyższe swoją elitarność ma już za sobą. Sprawa wygląda inaczej, gdy mówimy o branżach, w których skończenie studiów jest jednym z etapów zdobywania uprawnień zawodowych. Przyszli lekarze, prawnicy, architekci, inżynierowie (i pozostali przedstawiciele tzw. wolnych zawodów) formalnie zobowiązani są do ukończenia studiów i zdobycia uprawnień związanych z przyszłymi obowiązkami. W takim przypadku studia to jedyna możliwa do obrania droga po egzaminie dojrzałości. Co w przypadku uczniów, którzy takiej przyszłości sobie nie wymarzyli?

Można śmiało powiedzieć, że uczniowie bez sprecyzowanych planów związanych z profilem nauki w liceum i pomysłem na przyszłe studia mają wolną rękę. To brzmi jednocześnie jak błogosławieństwo i przekleństwo. Bo jak mając 19 lat i nieograniczoną ilość opcji wybrać mądrze? Czy rodzice, którzy kończyli studia w zupełnie innych realiach rynkowych mają rację mówiąc, że studia to absolutne minimum? Czy rozważane kierunki dają dobre rokowania na przyszłość? Rozpocząć studia po maturze, czy zrobić sobie przerwę? Jak wykorzystać gap year, by zaowocował w przyszłości? Po czym będzie można poznać, że „to już” i czas złożyć podanie o przyjęcie na studia? Na jakiej uczelni- publicznej czy prywatnej? Polskiej czy zagranicznej? Okazuje się, że opcji do rozważenia jest naprawdę dużo, a pytania można mnożyć w nieskończoność. Co w tym wszystkim najciekawsze i jednocześnie najtrudniejsze – nie ma jedynej słusznej drogi. Nie każdy rodzic mówiący z pełnym przekonaniem o absolutnej konieczności podjęcia studiów zaraz po maturze będzie się mylił. Nie można też uznać, że jego porada będzie miała przełożenie na warunki panujące na rynku pracy po odebraniu dyplomu. Jakie zawody stracą na znaczeniu w ciągu kolejnych 10 lat? Które powstaną? Czego i jak się uczyć, by zdobyta czas spędzony na zdobywaniu wiedzy nie był jedynie przykurzoną stertą opasłych tomów w domowej biblioteczce? To tylko część rozważań, które my jako O!MEGA nauczyciele, ale i pewnie Ty czytelniku, masz z tyłu głowy myśląc o czasie po-liceum.

Od początku istnienia O!MEGA Liceum staramy się balansować pomiędzy wymaganiami obecnego rynku pracy a predykcjami dotyczącymi jego przyszłości. To, co wiemy na pewno, przemycamy na wszystkich przedmiotach od pierwszej klasy szkoły średniej. Z pełnym przekonaniem możemy stwierdzić, że otwarta głowa, szerokie horyzonty, gotowość do nauki przez całe życie i elastyczność będą znaczyć co najmniej tyle samo, co kartka ze zdjęciem poświadczająca uzyskanie tytułu magistra. Częstą i wnikliwą informację zwrotną staramy się łączyć z wymaganiami, które zachęcają do pokonywania kolejnych barier i nastoletnich wymówek. Próbujemy zaczepić w uczniach chęć do orientowania się w świecie, który go otacza, bo bardziej niż wkuwane na pamięć regułki cenimy uczniowskie analizy i spostrzeżenia. Cieszymy się z każdej nowej „zajawki” opowiedzianej podczas zajęć i popychamy do jej zgłębiania, nawet jeśli okaże się chwilowym zachwytem. Żeby była między nami jasność: akceptujemy je pełni słomiane zapały, bo jest duża szansa, że gdy słoma się wypali, z popiołów powstanie prawdziwa (i właściwa) pasja. Mimo tego, że nie wydepczemy za naszych uczniów drogi zainteresowań i kierunków, to jesteśmy w gotowości towarzyszyć im na każdej jej etapie.

W tym miejscu chciałabym przeprosić wszystkich tych, którzy klikając w tytuł „Matura i… co dalej” spodziewali się recepty na nastoletnie decyzyjne rozterki. Przyznaję- sama nie wiem co bym zrobiła, gdybym mogła cofnąć się w czasie i jeszcze raz mieć przed sobą cały wachlarz pomaturalnych wyborów. Wiem natomiast, co bym powiedziała 19-letniej sobie: „Nic nie będzie tak, jak zakładasz, że będzie”. Brzmi pesymistycznie? To tylko pozory. Potraktujcie te słowa jako wstęp do fascynującej przygody. Bo budowanie drogi naukowej i zawodowej to niezła przygoda, jedna z największych w życiu! Żeby jednak nie zostawiać Was z poczuciem wzmożonej niewiadomej – na pytanie zawarte w tytule, w tym wpisie i wszystkie inne, które kłębią się w głowach nastolatków i ich rodziców, będziemy starać się odpowiedzieć na łamach bloga O!MEGA Liceum.

 

Marta Leoniuk

 

Zdjęcie w nagłówku: Anthony Da Cruz z Unsplash

8 dobrych powodów, aby (choć trochę) docenić naukę zdalną. Czy licealiści mogą wyciągnąć z tego dobrą lekcję?

8 dobrych powodów, aby (choć trochę) docenić naukę zdalną. Czy licealiści mogą wyciągnąć z tego dobrą lekcję?

Wizja lekcji na Skype, współdzielenie plików na wirtualnych dyskach czy symultaniczna praca na jednym dokumencie kilkanaście miesięcy temu budziła podziw i była miernikiem postępu szkoły, która się na to odważyła. Marzec 2020 sprawił, że wszystkie szkoły (te postępowe, i te zupełnie raczkujące w temacie) musiały stawić czoła sporemu wyzwaniu „dociągnięcia” do wakacji. To nie lapsus – takie sformułowania pojawiały się na nauczycielskich forach najczęściej. Dociągnąć do wakacji, wytrzymać do czerwca, doholować klasy do zakończenia roku – a od nowego roku będzie już „po staremu”, czyli w dobrze znanych ławkach, przy tablicy, na żywo. Rzeczywistość okazała się jednak bardziej wymagająca.

Ten artykuł powstaje w trakcie 7. miesiąca nauki zdalnej. Odrobina prostej matematyki- siedem miesięcy to prawie 1/3 nauki w liceum dla trzyletniej klasy i niewiele mniejsza część edukacji w szkole średniej dla absolwentów szkół podstawowych. Czy oprócz frustracji spowodowanej przymusową izolacją, obsługi Microsoft Teams, Zooma i innych programów do nauki zdalnej nastolatki mogą wynieść z niej jakąś lekcję dla siebie? Okazuje się, że tak! Wspólnie z uczniami i psycholożkami O!MEGA Liceum zebraliśmy 8 obszarów, w których licealiści mogli zmierzyć, poćwiczyć lub poprawić swoje kompetencje podczas
nauki z domu.

1. Master of… organizacja przestrzeni

Nauka zdalna pozwala oszczędzić czas poświęcany na dojazdy- to najczęściej powtarzany przez O!MEGA Licealistów argument przemawiający za nauką zdalną. Wirtualne połączenia z klasą wymagają jednak odrobinę wysiłku (i czasu) w obszarze zadbania o przestrzeń dookoła. Odpowiednie tło, miejsce na biurku, zadbanie o spokojne miejsce do e-lekcji i wreszcie owiany legendami porządek w pokoju nastolatka są poniekąd wymuszane przez zdalne lekcje, które odbywały się z włączoną kamerą. Dodanie kolejnej pozycji do listy „do zrobienia” w obszarze organizacji przestrzeni wymaga czasu, dyscypliny i konieczności poradzenia sobie z lekkim, podskórnym dyskomfortem dzielenia się prywatnością. Tym bardziej, że „zapraszamy” do naszego domu/pokoju również ludzi, z którymi przed nauką zdalną nie musiały nas łączyć żadne silne więzi.

2. Sobieradek… z emocjami i presją czasu

45 minut lekcji zdalnej mija o wiele szybciej niż stacjonarnie. Czas na dołączenie wszystkich do połączenia, wysłanie wirtualnych materiałów, zalogowanie się do platform, wytłumaczenie (lub zrozumienie) zadania, wreszcie wykonanie i
podsumowanie. Do tego dochodzą rozpraszacze z otoczenia, problemy z łączem, sprzętem, szukanie plików w meandrach dysku. Frustracja miesza się ze stresem, zagubienie walczy z chęcią pokazania się z jak najlepszej strony, a ubranie w (wirtualne) słowa naszych myśli jest o wiele trudniejsze niż podczas lekcji na żywo. To dobry wstęp do wyzwań dorosłości- licealistom wielokrotnie przyjdzie walczyć ze wskazówkami zegara i silnymi emocjami związanymi z nowymi zadaniami.

3. Szkoła pielęgnowania relacji

Utrzymywanie relacji na żywo, a dbanie o nie, gdy spotkania są ograniczone lub zabronione to dwie zupełnie różne rzeczy. Bo co zrobić, gdy najlepszy przyjaciel/przyjaciółka mieszkają daleko, a widzieć się można jedynie wirtualnie? Jak utrzymać dobre relacje w klasie, skoro przerwy każdy spędza w swoim pokoju? Grupowe dyskusje w komunikatorach, praca w losowych pokojach na TEAMS czy współdzielone projekty klasowe skutecznie wypychają z towarzyskiej strefy komfortu i wymagają więcej elastyczności i empatii w kontaktach z innymi. Trening nawiązywania i utrzymywania relacji zaowocuje w dorosłym życiu, gdy obowiązki akademickie/zawodowe w pewien sposób zmuszą obecnych nastolatków do współpracy z różnymi typami osobowości, zmierzenia się z obszerną paletą cech i reakcji i znalezienia swojego miejsca w zróżnicowanej grupie.

4. Mój jest ten kawałek podłogi… albo i nie.

Nastoletnie terytorium to rzecz święta- do czasu pandemii. Bo co zrobić, gdy z dnia na dzień cała rodzina musi pracować/uczyć się z domu, a metraż magicznie nie powiększa się o dodatkową przestrzeń potrzebną dla każdego domownika? Można walczyć w nieskończoność, ustąpić lub… spróbować poukładać się w nowej rzeczywistości dbając o potrzeby wszystkich dookoła. Tym bardziej, że jakość relacji z rodzicami i rodzeństwem jest wyznacznikiem czasu spędzanego w izolacji. Trening empatii, do pandemii i nauki zdalnej, był jakby dodany w gratisie. Pokora, próba zrozumienia, że rodzice (choć w domu) nie mają przestrzeni na zajmowanie się naszymi potrzebami w godzinach pracy i gotowość do pomocy z wyzwaniami technologicznymi młodszemu rodzeństwu nie przychodzą łatwo, ale zostawią po sobie dobre fundamenty do budowania postaw niezbędnych do funkcjonowania w przyszłości.

5. School-life balance

Z work-life balance mają problem nawet dorośli. Umiejętność odcięcia się od zadań, oczekujących wyzwań, wyskakujących okienek, elektroniki i monitora po obowiązkowych zajęciach to jedno z największych wyzwań nauki zdalnej. Pokój nastolatka stał się klasą, kuchnia świetlicą, a salon stołówką/szkolnym korytarzem (tam najczęściej można było spotkać żywych ludzi!) i boiskiem dla młodszego rodzeństwa. Poukładanie się wśród nowych funkcji znanych pomieszczeń wymagało od wszystkich nieco więcej skupienia, pokory, elastyczności i otwartości na zmiany. Znalezienie w sobie chęci na krótki spacer po lekcjach wiąże się z heroicznym wysiłkiem, a odłożenie telefonu, by chociaż na chwilę pobyć offline, to obszar to wzmożonych (i ciężkich) rodzinnych sparingów. Poczucie przesycenia technologią i lekka tęsknota za starym, analogowym porządkiem to rzeczy, które O!MEGA Licealiści wymieniają najczęściej wśród wad zdalnej nauki. Trening koncentracji uwagi i próba znalezienia balansu między tym co realne, a co wirtualne, to cenne lekcje na przyszłość.

6. Samodzielność w kilku wydaniach

W nieskończoność można wymieniać obszary, w których nauka zdalna (i praca zdalna rodziców) wymagała od nastolatków większej samodzielności. Zaczynając od bardzo przyziemnych rzeczy jak punktualność (nie można zrzucić na komunikację miejską), zadbanie o dobre rozłożenie czasu przerw i pór posiłków, aż po samodzielne notatki, porządkowanie i katalogowanie materiałów, wyszukiwanie informacji oraz sprostanie wymogom bardziej czasochłonnych form zaliczenia przedmiotów. W zeszytach nie pojawiały się magicznie kserówki, powtórka materiałów przybierała często interaktywne formy, a zapisane w folderach materiały z zajęć nie tworzyły podręcznikowego schematu do nauki na sprawdzian. Próby uporządkowania, ustrukturyzowania i odnalezienia się w wiedzy z różnych źródeł zaowocują już przed maturą i/lub na pierwszych latach studiów.

7. Prezentacje (i inne kreatywne formy zaliczeń) nie bolą

Sprawdziany, teksty i klasówki podczas nauki zdalnej nie były jedynymi i najbardziej skutecznymi sposobami na utrwalanie lub sprawdzanie wiedzy. Otworzyliśmy się na kreatywne formy zaliczeń: prace domowe w formie prezentacji, kolażu, notatki głosowej, zdjęcia lub krótkiego filmiku stały się normą. Przed pandemią nie do pomyślenia było symultaniczne tworzenie w
Canvie prezentacji zaliczeniowej, dzielenie się z klasą przemyśleniami na dany temat w Jamboardzie czy Muralu, czy oglądanie filmu na YouTubie w ramach powtórki materiału. Zaproszenie do procesu edukacji nowych form przyswajania, utrwalania i dzielenia się wiedzą to niewątpliwa zaleta e-lekcji. Miejmy nadzieję, że zdalna edukacja nieodwracalnie zmieni myślenie nauczycieli i uczniów o możliwościach, które dają nam nowoczesne technologie, a szkoły (nawet po powrocie do „normalności”) wyciągną z tego najbardziej wartościową lekcję.

8. Internet to nie tylko memy

O!MEGA nauczyciele nieustannie zachęcają licealistów do brania udziału w darmowych webinarach, szkoleniach i konferencjach z obszarów, które są dla nich najbardziej interesujące. Uczennice z O!MEGA koła psychologicznego pod przewodnictwem Magdy Kubiak są stałymi uczestniczkami webinarów Uniwersytetu SWPS, a maturzyści chcący poszerzać swoją świadomość społeczną cyklicznie biorą udział w zajęciach z oferty Open Eyes Economy Summit. Niesamowicie cieszy fakt, że większość uczniów docenia takie formy zapoznawania się z nowymi tematami i coraz chętniej wyszukują i biorą udział w wirtualnych zajęciach oferowanych przez uniwersytety, koła naukowe czy organizacje pozarządowe. Uświadomienie sobie możliwości (i dostępności) zasobów wiedzy w Internecie to ważny wstęp do nauki przez całe życie.

 

Marta Leoniuk

 

Zdjęcie w nagłówku: Tim Mossholder z Unsplash

Zapisz się do newslettera i otrzymuj najświeższe informacje o wydarzeniach w O!MEGA Liceum!

Wyrażam zgodę na przesyłanie mi materiałów informacyjnych i marketingowych dotyczących usług edukacyjnych świadczonych przez Fundację O!MEGA z siedzibą w Poznaniu za pomocą środków komunikacji elektronicznej w rozumieniu ustawy z dnia 18 lipca 2002 roku o świadczeniu usług drogą elektroniczną (Dz. U. z 2020 r., poz. 344 z późn. zm.), na podany przeze mnie adres e-mail